1.jpg

Okno JOHARI – tutaj już tylko smoki

Marcjanna Góralczyk-Przychocka

Okno JOHARI to model samoświadomości człowieka, opisany przez Josepha Lufta i Harry Inghama. Według nich można tę świadomość opisać w dwóch wymiarach, które się przenikają: to, co wiem o sobie ja i to, co wiedzą o mnie inni. Kombinacja tych dwóch wymiarów daje okno o czterech ćwiartkach: ja wiem, inni wiedzą – ja wiem, inni nie wiedzą – ja nie wiem, inni nie wiedzą – ja nie wiem, ale inni wiedzą.

Podkreślenie frazy „ja nie wiem, inni nie wiedzą”, jest celowe: będę pisać o nieznanych lądach.

Rzecz jasna, wchodzimy w role. To naturalny i całkiem zdrowy odruch, który pozwala nam funkcjonować z powodzeniem w różnych sytuacjach, konfiguracjach, układach sił. Przyjmujemy rolę szefa, rolę mędrca, krytyka, pocieszyciela, kata, ofiary, złotego dziecka, wampa, Zosi Samosi, herosa – mogłabym tak jeszcze długo :). Role są pewnym atawizmem i pomagają odnaleźć swoje miejsce „w stadzie”, w systemie grupy, w rodzinie, w zespole.

Z biegiem czasu przyzwyczajamy się do którejś ze swoich ról i zaczynamy myśleć, że to cała prawda o nas. Zwłaszcza, gdy rola świetnie nam się sprawdza i zapewnia powodzenie w życiu. Czy grając rolę złotego dziecka, które błyskawicznie się rozwija i wszystko umie, wzbudzając tym zachwyt otoczenia - czy grając taką rolę opłaca nam się szukać innej, na przykład krytyka? Zajęci rozwijaniem się i błyszczeniem, jak mamy koncentrować się na tym, co idzie źle? Czy przyjąwszy rolę mędrca zechcemy kiedykolwiek spróbować roli złotego dziecka? Przecież mędrzec już wszystko wie i rozumie – i nie potrzebuje się już niczego uczyć ani wzbudzać zachwytu otoczenia. Tak czy inaczej, rola, którą przyjęliśmy, może nam się pomylić z naszą tożsamością i uwięzić nas jak w pancerzu.

Dość często człowiek uwięziony zaczyna robić różne sztuczki, żeby odnaleźć się w swojej niewoli. Czasem po prostu przestaje myśleć o tym, czym jest wolność, zapomina o tym, czego pragnie. Bywa też, że wiedza o tym, co jest naszym naturalnym odruchem, staje się tabu – pojawia się nieświadomy zakaz zagłębiania się w te rejony. Na dawnych mapach kartografowie oznaczali terytoria nieznane napisem: „Tutaj tylko smoki”. Tak też zaczynamy traktować zapomnianą prawdę o sobie – jak smoka, który może pożreć naszą rolę, nasz sukces, naszą stabilizację i bezpieczeństwo. Wtedy wszystko, co nie jest rolą, zostaje zepchnięte na margines naszej świadomości, a nawet poza jej obręb. Już nie znamy siebie, już nie znają nas inni.

Osobiście nie widzę nic złego w przyjmowaniu ról – ich zalety wypunktowałam przed chwilą. Muszę jednak powiedzieć – z perspektywy doradcy i coacha – że niejednokrotnie byłam świadkiem czyjegoś uwięzienia w roli i wyparcia się własnych naturalnych tendencji w przekonaniu, że to smok który nas zniszczy. I dobrze było patrzeć – oj, naprawdę dobrze – jak ktoś zadaje sobie proste pytanie: czego nie wiedzą o mnie inni ani ja sam, a co mógłbym wiedzieć o sobie, gdybym się nie bał? Odsłaniająca się prawda w niczym nie przypominała smoka. Pojawiała się wiedza o zapomnianych planach, pragnieniach, talentach. Pojawiały się pomysły, co jeszcze można zrobić ze swoim życiem, ze swoją karierą. No i - pojawiała się ciekawość, jakie jeszcze inne tajemnice skrywa nieznany ląd. Odkrycie za odkryciem – i okazuje się, że tak czy owak, nawet pozbawieni roli, jesteśmy całkiem w porządku.